Aktualności

Zbigniew Namysłowski Quintet w POSK-u!

Zbigniew Namysłowski Quintet w POSK-u!

W programie kompozycje Namysłowskiego i Komedy

Jubileusz teatru Syrena

Jubileusz teatru Syrena

Otwarcie historycznej wystawy i specjalna premiera!

60 lat przygód z Syreną!

60 lat przygód z Syreną!

- specjalna historyczna wystawa oraz premiera sztuki „Koziołek Matołek – przygody z Syreną”

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Szczegóły dotyczące sprzedaży biletów na pokazy w czwartek 17/10 i sobotę 19/10

Wrzesień 2019 w POSK-u

Wrzesień 2019 w POSK-u

przegląd najważniejszych wydarzeń

Jawnuta w POSK-u!

Jawnuta w POSK-u!

Porywająca premiera w ramach obchodów Roku Moniuszkowskiego

Żelazna Dama POSK-u

Nie jest tak źle, jak mówią „na mieście”, nie jest tak źle, jak my sugerowaliśmy (powodowani troską o przyszłość POSK-u) w kilku artykułach zamieszczonych dotychczas na łamach „Noweg Czasu”. Ale nie jest też dobrze. Dlatego od dłuższego czasu władze Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie próbują realizować rozwiązania alternartwne, które mają zapewnić przyszłość temu największemu centrum życia polskiego poza granicmi kraju.

O tych rozwiązaniach i zarzutach rozmawiam z obecną przewodniczącą Rady POSK-u panią Joanną Młudzińską. Rozmowę zaczynamy od zbiorów conradowskich i wystawy, która poprzedziła przeniesienie Sali Conrada (w związku z przebudową tego skrzydła ośrodka na mieszkania). Jak wyjaśnia Joanna Młudzińska, część eksponatów na czas wystawy (dzięki staraniom Eugenii Maresch z Joseph Conrad Society i dyrektor Biblioteki POSK Dobrosławy Platt) była wypożyczona ze zbiorów Heritage Museum w Canterbury. To co jest własnością POSK-u częściowo przeniesiono do czytelni Biblioteki Polskiej, a kolekcję starych książek umieszczono w nowej Sali Conrada, odpowiednio zabezpieczoną w pomieszczeniu klimatyzowanym. – Z książek przeniesionych do czytelni można teraz korzystać na bieżąco, bez specjalnych formalności, jak było dawniej, co spotkało się z dużym uznaniem członków Joseph Conrad Society – podkreśla Joanna Młudzińska. Kiedy wchodzimy do czytelni widzę jednak, że powierzchnia tego pomieszczenia, gdzie wcześniej odbywały się spotkania literackie, straciła tę możliwość.           

– To jest sytuacja przejściowa – odpowiada przewodnicząca POSK-u i jednocześnie przewodnicząca Komisji Bibliotecznej. – Złożyliśmy już plany zagospodarowania przyległego do Biblioteki tarasu – dodaje. Wizję lokalną muszę zakończyć stwierdzeniem, że nic ze zbiorów w trakcie remontu nie zginęło, a cenne pamiątki związane z wielkim pisarzem polskiego pochodzenia znajdują się w Canterbury.

LOKATOR Z DŁUGAMI

Przechodzimy do drugiego ważnego tematu, obecnego od dłuższego czasu w przestrzeni publicznej – POSKlubu. – Jaka jest statutowa i prawna zależność POSK-u i lokatora na czwartym piętrze, który od lat nie jest zbyt wiarygodnym płatnikiem należnego czynszu? Tu akurat informacje obiegowe okazują się prawdziwe. Dług narastał i władze klubu postanowiły ten problem rozwiązać polubownie, rozkładając dług na raty.           

– POSKlub jest organizacją członków POSK-u. Powstał, żeby wypracowywać pieniądze dla POSK-u i stworzyć miejsce klubowe (miejsce spotkań) dla członków. I przez długie lata tak było – podkreśla pani Młudzińska. – Żadnych powiązań prawnych czy statutowych nie ma – dodaje. POSKlub wynajmuje od nas pomieszczenia, ma swój statut. W  POSKlubie mamy delegata, na prawach obserwatora. Możemy jedynie interweniować z pozycji landlorda. W związku z powstałym długiem klub oddał dwie sale, które zostały wynajęte Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. Zarząd POSK-u nie ma prawnych podstaw do interwencji w wewnętrzne sprawy klubu. Są problemy, wiemy o nich, ale ich rozwiązanie należy do członków klubu.

DEFICYT STRUKTURALNY

Obserwator z zewnątrz, w tym i ja, nie potrafi jednak zrozumieć dlaczego POSK z najtrudniejszego okresu budowy ośrodka, ogromnej inwestycji, w 1989 roku wyszedł – mówiąc kolokwialnie – na prostą (o czym świadczą sprawozdania finansowe za ten okres), a obecnie, od kilku lat przynosi dług około 250 tys. funtów w skali rocznej.           

– To nie jest dług – prostuje Joanna Młudzińska. – Jest to tak zwany deficyt strukturalny. To podstawowa różnica. POSK nie bankrutuje, POSK ma pieniądze na koncie. Różnica ta powstaje po odliczeniu wydatków od kwoty wypracowanej w skali rocznej, z pominięciem zapisów testamentowych i datków. Dążymy do tego, żeby tej różnicy nie było. Zapisy testamentowe i spadki powinny być zabezpieczeniem, mogą być też wykorzystywane w dofinansowywaniu działalności społecznej, co zresztą jest zwykle jednoznacznie zaznaczone przez darczyńców.  Spadkami zajmuje się Fundacja Przyszłości POSK-u, która ma 2,5 mln funtów na koncie. Jest to stały kapitał, Fundacja powinna wydawać tylko odsetki. Jej statutowym celem jest popieranie POSK-u.          

Trudne rozmowy o finansach. Do tego tematu dorzucam także wysokość składki członkowskiej, śmiesznie niskiej – 10 funtów dożywotnio. Tę informację pani Młudzińska potwierdza. Dodaje jednak… – To się zmieni. Pracujemy właśnie nad nowym statutem, jest już projekt, i opłaty członkowskie są w nim również uwzględnione. Ta zmiana nie będzie dotyczyła obecnych członków.

ILU JEST CZŁONKÓW?

Jest to interesujące pytanie, bo znowu w tej kwestii można uzyskać sprzeczne informacje. Pytanie ważne, pani przewodnicząca zanim odpowie, sprawdza dane ze swoją asystentką.

– Mamy obecnie 3 tys. członków, niestety nie wszyscy aktualizują swoje adresy.

– Sprawa członkostwa POSK-u jest dosyć specyficzna – wyjaśnia. – To nie jest klub członkowski. W klubie płacę składkę roczną i coś za to mam. W POSK-u członek dostaje aktualne informacje i ważny głos na walnych zebraniach, czyli wybiera władze ośrodka. Inaczej mówiąc uczestniczy w zarządzaniu, z ośrodka może korzystać każdy, co nas bardzo cieszy.

Z ważnego przywileju głosowania korzysta około 200 członków. Rachunek prosty – nieobecni nie mają racji i wpływu, a ich argumenty tracą wartość. Pytam panią Młudzińską, ilu nowych członków zapisuje się w skali roku.

 – W ostatnim roku ponad dwudziestu. Procedura (poza niską nadal opłatą) jest podobna jak w innych klubach – dwie osoby wprowadzające i rozmowa. – Czy są to Polacy z młodszego pokolenia, niedawno przybyli na Wyspy? – pytam. – Są też i tacy.

DUŻE PIENIĄDZE

Przechodzimy do większych pieniędzy, tematu, który najczęściej pojawia się w rozmowach na temat POSK-u, czyli kamienicy w Warszawie. – To jest ogromny ból głowy – przyznaje pani przewodnicząca. Nie zmniejszam tego bólu i pytam, dlaczego prawnicy w Warszawie mają otrzymać aż 40 proc. wartości posesji.

– Trzeba zacząć od tego, że mecenas Stachura odkrył ten spadek. POSK o nim nic nie wiedział. Kamienica w centralnym miejscu Warszawy należała do miasta, była podzielona na mieszkania kwaterunkowe (trzy z nich sprzedane lokatorom). Przedwojenny właściciel tej kamienicy, pan Chmielewski (jeden z założycieli POSK-u) zapisał kamienicę POSK-owi, i prawdopodobnie nie liczył na to, że zapis będzie zrealizowany. Było to w latach 80. ubiegłego wieku, w innym ustroju. POSK nie utrzymywał kontaktów z komunistami. Szanse odzyskania tego spadku były niewielkie i ówczesne władze zgodziły się na taki podział. Jak widać jest to długi proces i skomplikowany, honorarium ma być wypłacone dopiero po zamknięciu sprawy. Prawo własności zostało przywrócone kilka lat temu i mecenas Stachura wywalczył odszkodowanie od władz miasta za ten okres. Kamienica jest położona w atrakcyjnym miejscu, ale jest w złym stanie technicznym, z lokatorami. Nie wszyscy z nich płacą czynsz, dochodzą więc problemy z eksmisją.

 Żeby przeprowadzić eksmisję, trzeba znaleźć mieszkanie zastępcze. Rada zdecydowała po długich dyskusjach sprzedać tę posesję. Do tej pory kancelaria prawna otrzymała niewielki procent uzgodnionego honorarium, a całość będzie rozliczona po sprzedaży kamienicy. Obniżyliśmy też honorarium od odszkodowań wypłaconych przez miasto do 30 proc.

KTO RZĄDZI POSK-iem?

– Walne Zebranie, które wybiera Radę POSK-u (51 osób) na okres trzech lat. Co roku 1/3 Rady jest wymieniana (radni mogą ponownie ubiegać się o nominację). Niestety, chętnych do zasiadania w Radzie jest bardzo mało, chociaż nie jest to zbyt wielkie poświęcenie, bo Rada spotyka się cztery razy do roku. Walne Zebranie wybiera też przewodniczącego, ten z kolei z członków Rady wybiera ścisły Zarząd.

– Czy nie lepiej byłoby stworzyć strukturę profesjonalnego zarządzania?

Częściowo korzystamy z takich rozwiązań. Dyrektor Biblioteki, dr Dobrosława Platt, jest specjalistką i pracownikiem etatowym, menedżer domu, Bartek Nowak, również ma etat i jest na co dzień moją prawą ręką, zajmuje się wszystkimi sprawami administracyjnymi, wynajmem lokali, w tym Sali Teatralnej.

 – Pojawiają się jednak głosy krytyczne, a głównie zarzut, że wynajem na przykład Sali Teatralnej skomercjalizował się do tego stopnia, że polskich organizatorów nie stać na zapłacenie tak wysokich stawek i szukają pomieszczeń poza ośrodkiem. Podkreślają, że POSK, jako polska organizacja społeczno-kulturalna, powinien pomagać w krzewieniu polskiej kultury.

– I POSK to robi – pada odpowiedź. Nie daję za wygraną. – Jednak Ewa Becla przeniosła się tuż obok, do ośrodka baptystów.

– POSK wspiera Scenę Poetycką, Konfraterię Artystów, Teatr Syrena, Jazz Cafe, czyli instytucje niedochodowe, prowadzone na zasadach wolontariatu, natomiast działalność pani Becli jest działalnością komercyjną, i to jest ta podstawowa różnica.          

W końcu rozmawiamy o przebudowie prawego skrzydła ośrodka, gdzie mają powstać cztery mieszkania gwarantujące stały dochód, co zmniejszy deficyt operacyjny i pozwoli na działalność impresaryjną. Remont trwa, Sala Conrada, biura Zarządu POSK-u  i Instytut Piłsudskiego przeniesione.

– Kto wygrał przetarg na remont, podobno polska firma, z którą związany jest Jan Serafin, oficjalnie bankrut, posiadający duże prywatne długi w polskim środowisku?

– Do przetargu przystąpiło siedem firm, wybraliśmy polską firmę zarejestrowaną w Wielkiej Brytanii, niezwiązaną z Janem Serafinem, sprawdziliśmy jej wiarygodność.

Jeszcze jeden temat na zakończenie naszej rozmowy – Jazz Cafe. – Wpływy z wieczorów muzycznych (weekendy) – 70 tys., honoraria – 60 tys., czyli dochód 10 tys. A z wynajmu sali wpływa rocznie 30 tys. Czyli nie jest tak źle jak niesie plotka. Czy jest dobrze, czas pokaże. A 50 lat istnienia ośrodka zobowiązuje. Czekają nas huczne uroczystości.

Grzegorz Małkiewicz

www.nowyczas.co.uk