Aktualności

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Szczegóły dotyczące sprzedaży biletów na pokazy w czwartek 17/10 i sobotę 19/10

Wrzesień 2019 w POSK-u

Wrzesień 2019 w POSK-u

przegląd najważniejszych wydarzeń

Jawnuta w POSK-u!

Jawnuta w POSK-u!

Porywająca premiera w ramach obchodów Roku Moniuszkowskiego

Wystawa "Outlook: No Return" w Galerii POSK

Wystawa "Outlook: No Return" w Galerii POSK

w ramach festiwalu Insiders/Outsiders

Prace w kotłowni POSK-u zakończone

Prace w kotłowni POSK-u zakończone

Instalacja nowych bojlerów znacząco zmniejszy koszty zużycia gazu!

Joanna Młudzińska, Przewodnicząca POSK-u nowej kadencji:

Joanna Młudzińska, Przewodnicząca POSK-u nowej kadencji:

"Najważniejsze wyzwanie, to dotarcie do osób, które dotychczas nie angażowały się w POSK”

Oświadczenie

Oświadczenie

- do wiadomości członków POSK-u

Odeszła Ewa Brzeska...

brzeska1.jpgSwoją sześćdziesiątkę zorganizowała w Łowiczance, w sposób bardzo dla siebie charakterystyczny, to jest mieszając wszystkich ze wszystkimi. Były to osoby, które przewinęły się przez całe jej życie, z każdego etapu, w którym się znalazła. Teraz spotkają się ponownie. 10 lipca odeszła Ewa Brzeska, z domu Szugajew.

Współtworzyła tak wiele przedsięwzięć. Ci, którzy brali w nich udział, mówią o niej tym samym językiem, wspominają ją bardzo podobnie.

Nie mam rozkazów Ewy!
To było dla niej typowe. Dowiedziała się, że na Brentford powstają mieszkania, nad samą rzeką. W jednej chwili, pewnej soboty wsiadła do samochodu, pojechała zobaczyć i za dwa, trzy dni: kupiła mieszkanie. Potem sama je sobie stworzyła i pokochała, szczególnie za ten widok na rzekę. Zlikwidowała stary dom, sklep Medicalu był w siódmym niebie, tyle dostał od niej rzeczy. Była stanowcza. Jak coś postanowiła, od razu brała się za realizację. Potrafiła ściąć korzenie i zacząć swoje życie od nowa. Nowe mieszkanie połączyła z odejściem z pracy na wcześniejszą emeryturę, po czym wyprawiła wielkie urodziny w Łowiczance. – Zawsze miała ten sam styl. Kiedy pracowała w harcerstwie, nie wtrącała się do życia drużyn. Oczywiście chciała, żeby były przygotowane sprawozdania, wymagała obecności na radzie hufca, ale poza tym miałyśmy wolną rękę. W dokumentach z tamtego czasu nie mogę znaleźć ani jednego jej rozkazu, więc chyba nie była taka przychylna ich wydawaniu. Mam rozkazy komendantów chorągwi, poszczególnych drużynowych , mam swoje rozkazy, ale nie mam rozkazów Ewy! – mówi Monika Skowrońska, harcerka z nieistniejącej już drużyny „Wilia”, hufca „Bałtyk”, który przez pięć lat pozostawał pod opieką Ewy (1975-1980). Potem razem pracowały na rzecz POSK-u.

– Wiadomo było w pewnym momencie, że musi kandydować na przewodniczącą organizacji. Wszystko przemyślała wcześniej, więc kiedy rozpoczęła już swoją prezesurę, miała już plan gry, wiedziała, jak musi postępować, aby dać sobie radę. Doszła do wniosku, że będzie otwarta i każdemu da szansę. Na swojej pierwszej radzie przemówiła w ten właśnie sposób, że opinia każdego z nas jest dla niej bardzo ważna , że nie chce by rada szła swoją drogą, a prezes swoją, że będzie otwarta i porozmawia z każdym, kto zechce rozmawiać… wysłuchano tego ze zdziwieniem, niektórzy myśleli, że coś jej strzeliło do głowy. Nie wymagała by każdy ruch poddawany był jej aprobacie, dawała ludziom wolność i swobodę w działaniu. Niektórzy byli kompletnie zaszokowani, przyzwyczajeni działać „od kreski do kreski”. I taka była również jako nasza hufcowa: nie narzucała – mówi Skowrońska.

– Miała niesamowity zryw i energię. Nie można jej było odmówić. W pewnym momencie po prostu mi powiedziała: ty musisz wziąć teraz hufiec. I powiedziała to tak, jakby nikogo innego nie było. Byłam wystraszona pełnieniem takiej funkcji. Był to wtedy największy hufiec żeński w Wielkiej Brytanii, siedemset osób, w bardzo różnym wieku – wspomina rok 1980 harcmistrz Teresa Ciecierska, dzisiaj przewodnicząca ZHP, wtedy zastąpiła Ewę Brzeską na czele „Bałtyku”.

brzeska2.jpg„Polskie Pokolenia Powojenne” i folklor
To była druga połowa lat 80. – Ewa była wtedy przy SPK, a ja przy „Zamku”. Ona wcześniej związana z harcerstwem, ja w przeszłości z YMCĄ. Nie znaliśmy się, ale jak się okazało, mieliśmy podobne idee. Otóż stare pokolenie miało sieć komunikacyjną w całej Wielkiej Brytanii, zawsze ktoś kogoś znał, był w tym samym pułku, albo dywizji, kogoś wspólnego zawsze się znalazło. Młodsze pokolenie, czyli my, tego nie mieliśmy. Łączyło nas harcerstwo, ale oprócz tego młodzież nie miała specjalnie kontaktu, utrzymywała go raczej regionalnie, po miastach. Myśląc o przyszłości, porozmawiałem z profesorem Szczepanikiem (Edward Szczepanik, ostatni premier Rządu Polskiego na Uchodźstwie – red.), co zrobić, aby młodsze pokolenie się poznało. To samo mówiła w SPK Ewa. Połączył nas Stefan Soboniewski. I stąd wyszedł ten pomysł. Dołączył Roman Sławiński, Adam Ostoja Ostaszewski, zaczęliśmy patrzeć z rozmaitych perspektyw, znajdować kontakty z różnych stron, powstała koncepcja „Polskich Pokoleń Powojennych” – mówi Krzysztof de Berg z Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego. – Z pomocą SPK i rządu, zorganizowaliśmy zjazd w Fenton, pomagali harcerze i starsze pokolenie, to był rok 1987. Prosiliśmy SPK, aby przysłali na swoich delegatów ze strony młodzieży i rzeczywiście przyjechali ze wszystkich kół SKP. Może to dzisiaj dziwnie brzmi, ale chodziło nam o działalność na rzecz Polski. Tymi kategoriami myśleliśmy, utrzymania polskości i odzyskania niepodległości kraju. Ewa bardzo wierzyła w pracę do wykonania na emigracji i bardzo łączyła ludzi. Była dobrym mostem między młodszym, a starszym pokoleniem – wspomina Krzysztof de Berg. Z „Polskich Pokoleń Powojennych” wyłonił się pierwszy festiwal polskiego folkloru w Wielkiej Brytanii, który był dziełem Ewy i Kazika Brzeskich.

Barbara Klimas-Sawyer, prezes Federacji Polskich Zespołów Folklorystycznych w Wielkiej Brytanii: – W 1992roku oboje zwrócili się do zespołów londyńskich z sugestią przygotowania festiwalu polskiego folkloru. Zainspirowali nas wszystkich. Działając z ramienia PPP, zorganizowali pożyczkę i włożywszy również swoje środki finansowe, zorganizowali to wielkie przedsięwzięcie. Przede wszystkim uważali, że pierwszy festiwal nie może odbyć się w Londynie. Przecież Polacy są rozrzuceni po całej Wielkiej Brytanii. Festiwal miał zjednoczyć wszystkie polskie zespoły folklorystyczne i miał odbyć się w miejscu, który pozwoli stworzyć poczucie wspólnoty, aby ośrodki poza Londynem nie czuły się pokrzywdzone. Federacja Polskich Zespołów Folklorystycznych w Wielkiej Brytanii zawdzięcza w dużej mierze swoje istnienie Ewie Brzeskiej. Była naszą wielką siłą i symbolicznym przywódcą. Niezależna od jakiegokolwiek zespołu. Objęli nasz wspólnie z Kazikiem jednakową miłością i dumą dla wszystkich. Po śmierci męża, Ewa kontynuowała swoją pracę. W 2001roku wybrano ją prezeską naszej federacji, była nią cztery lata. Potem spotykaliśmy ją na wszystkich naszych festiwalach i nawet na ostatnim, w 2009 roku w Birmingham, pomimo słabego zdrowia, też była.

Rebeliantka
W którymś momencie Ewa przyjęła oficjalnie polskie obywatelstwo. Urodziła się po wojnie, tam gdzie stacjonował Drugi Korpus, w Porto San Giorgio we Włoszech. – Jej ojciec był pułkownikiem saperów, z domu wyniosła zasadę, by mimo kłopotów i niełatwych sytuacji, zawsze walczyć o to, w co się wierzy. Ona taka była. Wyszła za mąż za człowieka, który też całe życie był społecznikiem, pracował w Zrzeszeniu Studentów i Medical Aid for Poland Fund. Praca społeczna ich połączyła – wspomina Krzysztof de Berg. – Na pewno była odważna, niczego się nie bała. Takich ludzi, jak ona, się krytykuje, ale jej to nie hamowało, nawet wtedy, kiedy było jej przykro. Była przykładem wiary w to, co się robi. Przeżyła wiele nieprzyjemności, ale postępowała w zgodzie ze sobą i była inspirująca. Mówiła do nas „Przecież to jest twoja służba Polsce”. Kiedy były jakieś trudności z dziewczętami, mówiła im bez ceregieli o co chodzi i patrzyła zawsze prosto w oczy , jakby przez ciebie. Zawsze miałam do niej zaufanie. Zbliżała do siebie ludzi swoim ciepłem, wierzyło się jej. Miała wizję, widziała że pewne rzeczy można zrobić inaczej, może była nawet lekko rebeliantką?– zastanawia się głośno harcmistrz Teresa Ciecierska.

Przebiła męską hegemonię w POSK-u. Działało tam zawsze dużo kobiet, były wiceprzewodniczącymi, ale nigdy nie zajęły pozycji prezesa organizacji. Ewa podjęła wyzwanie. Bez względu na kąśliwe uwagi, rozkręciła wspólnie z polskimi psycholożkami co sobotnie, polskie przedszkole w parku Ravenscourt obok POSK-u. Jak mówi Monika Skowrońska, każdy mógł jej ciosać kołki na głowie i tak przeprowadziła swój plan. Nieprzychylny głos nie mógł zmienić jej zamiarów. Zrobić przykrość, zasmucić – owszem – ale nie zmusić, aby sobie odpuściła. Kiedy zorganizowała w POSK-u otwarte spotkanie dla wszystkich, którzy mają na temat przyszłości ośrodka coś do powiedzenia, zawiodła się. Przyszło niewielu ludzi. – I bardzo rozczarowała ją ich odpowiedź: a co POSK zrobi dla mnie? To był dla niej niespotykany argument, wbrew jej regułom myślenia, wychowania, postępowania – mówi Monika Skowrońska.

W 2009 roku podczas walnego zebrania członków POSK-u, Ewa Brzeska zrezygnowała z pełnienia funkcji przewodniczącej organizacji. Powiedziała, jak zawsze otwarcie, że jest ciężko chora i całą swoją energię musi poświęcić zwalczeniu choroby, aby móc wrócić. – To walne zebranie było czymś, co dodało mi sił i szalenie pomogło. Wydarzyło się coś dla mnie cudownego, ludzie okazali mi tyle ciepła, tyle wsparcia i wiary, dostałam piękne kwiaty, trzykrotne owacje, odśpiewano „Sto lat”, było to olbrzymie, bardzo mi w tamtej chwili potrzebne, wsparcie – mówiła mi w styczniu tego roku.

Są ludzie, którym nie jest dane się zestarzeć. Odchodzą w przedziwnym i nagłym momencie, kiedy znaliśmy ich tylko z twórczej, energicznej strony. Tylko takimi będziemy więc mogli ich zapamiętać. Może to jest zawsze dla nas sygnał, byśmy zabrali się za te naprawdę ważne rzeczy, przed którymi się ociągamy?

Elżbieta Sobolewska, Dziennik Polski