Aktualności

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Szczegóły dotyczące sprzedaży biletów na pokazy w czwartek 17/10 i sobotę 19/10

Wrzesień 2019 w POSK-u

Wrzesień 2019 w POSK-u

przegląd najważniejszych wydarzeń

Jawnuta w POSK-u!

Jawnuta w POSK-u!

Porywająca premiera w ramach obchodów Roku Moniuszkowskiego

Wystawa "Outlook: No Return" w Galerii POSK

Wystawa "Outlook: No Return" w Galerii POSK

w ramach festiwalu Insiders/Outsiders

Prace w kotłowni POSK-u zakończone

Prace w kotłowni POSK-u zakończone

Instalacja nowych bojlerów znacząco zmniejszy koszty zużycia gazu!

Joanna Młudzińska, Przewodnicząca POSK-u nowej kadencji:

Joanna Młudzińska, Przewodnicząca POSK-u nowej kadencji:

"Najważniejsze wyzwanie, to dotarcie do osób, które dotychczas nie angażowały się w POSK”

Oświadczenie

Oświadczenie

- do wiadomości członków POSK-u

Nowy etap stabilnośći

Jest pani związana z POSK-iem od dawna…

Joanna Młudzińska: - Jako studentka byłam częścią młodzieży, która zakładała Klub Młodzieżowy. Zakładała i budowała – dosłownie. Nie murowaliśmy, co prawda, ale sami malowaliśmy i wykańczaliśmy wnętrze, tam gdzie teraz jest JazzCafe. Mój mąż był przez jakiś czas prezesem klubu.

Poza tym zawsze byłam związana z POSK-iem przez teatr, tańczyłam w „Tatrach”, występowałam w teatrze Pro Arte, jak również w teatrze Syrena. Kiedy pani Kowalewska przeszła na emeryturę, przekazała mi prowadzenie teatru Syrena. Byłam dyrektorem teatru przez 17 lat. Zatem z POSK-iem jestem związana od samego początku.

To dość osobisty związek… Czy w związku ze stanowiskiem, jakie pani objęła, stosunek do POSK-u, wizja ośrodka uległa zmianie?

JM: – Byłam w radzie POSK-u przez bardzo długi okres. Oczywiście nie byłam tak mocno związana z ośrodkiem, jak przez ostatnie dwa lata, kiedy byłam członkiem zarządu.

Mój ojciec był w Zarządzie w okresie „wielkiego kryzysu POSK-u”, kiedy rzeczywiście trzeba było go ratować. Zatem sprawy finansowe ośrodka są mi też znane od dawna… Więc chyba nie. Obecna sytuacja jest w wielu aspektach inna…

"Chcemy skasować deficyt by móc prowadzić działalność do jakiej POSK został powołany, czyli kulturalną, oświatową. To jest dla mnie osobiście bardzo ważne."

Czy można mówić o kolejnym kryzysie POSK-u?

JM: - Nie ma kryzysu, ale jest sytuacja, z której trzeba wyjść. I jest wyjście z tej sytuacji. Obecnie dążymy do tego, żeby opracować sposób na samowystarczalność POSK-u. Mamy plany – bardzo wyraźne, rozpoczęte przez mojego poprzednika, dr Lalko.

I te plany, jak nam się je uda doprowadzić do skutku – a nie widzę powodu dlaczego miałoby nam się nie udać – to osiągniemy zamierzony cel.

Chcemy obniżyć, a nawet skasować deficyt, by móc prowadzić działalność do jakiej POSK został powołany, czyli prowadzić działalność kulturalną, oświatową. To jest dla mnie osobiście bardzo ważne.

Co chciałaby pani zmienić?

JM: Są już plany na tzw. wschodnią część budynku. Mamy pozwolenie na przebudowanie tej kondygnacji na mieszkania do wynajęcia. Przebudowie ulegnie ta stara część, która w gruncie rzeczy nie jest integralną częścią POSK-u. To jest ten stary budynek, do którego budynek POSK-u został „przyklejony”.

Zatem to jest całkowicie osobna część i dodatkowo będzie ona oddzielona – nie będzie przejścia pomiędzy POSK-iem, a zmodernizowaną częścią budynku. Poza tym restrukturyzacja budynku nie będzie miała żadnego wpływu na jego życie, więc wydaje się nam to bardzo dobrym sposobem zarabiania na działalności, jaką chcemy prowadzić.

Drugi projekt, to jest wybudowanie od strony zachodniej, gdzie jest puste, niewykorzystane miejsce, kolejnego budynku – również pod mieszkania. Ten projekt jest w fazie planów – nie mamy na to jeszcze pozwolenia.

Jakie kwoty są przewidywane? I jak długo, wg obliczeń inwestycja będzie się zwracała?

JM: - Projekty, które planujemy będą wymagać poważnych inwestycji nawet i do miliona funtów. Ile z tych projektów wykonamy będzie uzależnione od funduszów jakie POSK będzie mógł zmobilizować ze sprzedaży nieruchomości darowanych testamentowo, z dalszej chojności społeczeństwa i ze spadków.

Planowane inwestycje są bardzo rentowne z rzędu 15%, o wiele lepiej opłacalne niż depozyty w banku, a równocześnie o wiele mniej ryzykowne niż inwestycje na giełdzie.

Odbiera pani POSK w dość trudnym dla niego momencie. Nie myślę jedynie o sprawach finansowych, ale też wizerunku i opinii, jaką POSK ma w obecnej chwili. Niektóre polonijne magazyny są dla POSK-u bezlitosne. A i tzw. „notoryczny kandydat” na funkcję prezesa, pan Laskiewicz, również w swoich przedwyborczych wystąpieniach nie oszczędzał ośrodka i jego władz. Jak zamierza pani wałczyć?

JM: - Pan Laskiewicz jest członkiem rady POSK-u i mam nadzieję, że będ zie swoje pomysły nam udostępniał, że będzie z nami pracował nad tym, żeby młodzi ludzie przychodzili do POSK-u. Zresztą i teraz do rady weszło kilku dużo młodszych członków, co jest wspaniałe i bardzo się z tego cieszymy.

Jak przyciągnąć młodych do ośrodka, to jest pytanie, które władze POSK-u zadają sobie od początku jego istnienia. Teraz oczywiście, po 2004 r., sytuacja uległa zmianie, jest tu masa Polaków. Tych „fal emigracji” było kilka, jedna z nich odbyła się w latach 70 i 80., kiedy nas zasilili młodzi ludzie z kraju, dzięki którym i Klub Młodzieżowy, i teatr tak wspaniale się rozwijały.

Jednak i oni na początku nie rozumieli zasad pracy społecznej, bo w Polsce komunistycznej praca społeczna była rozumiana, jako „czyn społeczny”, czyli praca przymusowa na rzecz państwa. Dopiero po jakimś czasie zrozumieli, co to znaczy i włączyli się w działalność społeczną.

Zdaje się, że komunizm bardzo skutecznie wykrzywił ideę pracy społecznej w głowach Polków, co pokutuje do dzisiaj.

JM: - Absolutnie. Jest szalenie trudno kogokolwiek wciągnąć do pracy społecznej. Choć to się powoli zmienia. Ponadto bardzo wielu młodych przyjeżdża tu w celach czysto zarobkowych. Nie mają czasu, siły – czasami przychodzą, jak jest ciekawy kabaret z Polski.

Oni czują się bardzo związani z Polską – tam jest ich dom. Nie czują, że POSK jest ich. Warunki się zmieniły, odległości wydają się być inne – nie odczuwa się tego podziału na kraj i emigrację.

Kiedyś, gdy ludzie tutaj zostawali, w pewnym sensie odcinali się od Polski, więc potrzebowali podtrzymania tego ducha polskości. Teraz nie ma takiej potrzeby, bo można dotrzeć do Polski w dwie godziny, można zamówić polską telewizję. Wielu ludzi nie ma potrzeby duchowej, żeby coś z siebie dać POSK-owi.

Pojawiają się jednak opinie, że POSK jest zamknięty na młodych…

JM: - Dla mnie jest bardzo ważne, żeby współpracować z młodymi ludźmi. W POSK-u działają polskie psycholożki (Polish Psychologists' Association), jesteśmy w kontakcie z Polish City Club. Nie chciałabym, żeby młodzi ludzie myśleli, że POSK ich odpycha.

Ktoś może powiedzieć – jak coś jest dla każdego, to jest dla nikogo

JM: - Nie zgadzam się absolutnie, w tym wypadku. W rodzinie jest wiele generacji, które żyją ze sobą i to bardzo skutecznie. Mało tego, rodziny wielopokoleniowe funkcjonują lepiej. Często w rodzinie dziadkowie z wnukami mają lepszy kontakt niż z dziećmi. Wydaje mi się, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak było w POSK-u. Jest tu masa ludzi starszych, którzy mają niezwykłe historie do opowiedzenia.

Z Joanną Młudzińską rozmawiała Justyna Daniluk. Wyciąg artykuł który ukazał się w Dzienniku Polskim. Aby przeczytać artykuł w całości, kliknij tutaj.