Aktualności

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Szczegóły dotyczące sprzedaży biletów na pokazy w czwartek 17/10 i sobotę 19/10

Wrzesień 2019 w POSK-u

Wrzesień 2019 w POSK-u

przegląd najważniejszych wydarzeń

Jawnuta w POSK-u!

Jawnuta w POSK-u!

Porywająca premiera w ramach obchodów Roku Moniuszkowskiego

Wystawa "Outlook: No Return" w Galerii POSK

Wystawa "Outlook: No Return" w Galerii POSK

w ramach festiwalu Insiders/Outsiders

Prace w kotłowni POSK-u zakończone

Prace w kotłowni POSK-u zakończone

Instalacja nowych bojlerów znacząco zmniejszy koszty zużycia gazu!

Joanna Młudzińska, Przewodnicząca POSK-u nowej kadencji:

Joanna Młudzińska, Przewodnicząca POSK-u nowej kadencji:

"Najważniejsze wyzwanie, to dotarcie do osób, które dotychczas nie angażowały się w POSK”

Oświadczenie

Oświadczenie

- do wiadomości członków POSK-u

I znowu Kurs Loreto

Był to kurs życia od A do Z, wskazywał jego uczestnikom drogę,którą warto podążać. Brali w nim udział młodzi ludzie, którzy ledwo przestali być nastolatkami, a jeszcze nie stali się w pełni świadomi swojej dorosłości. 11 lipca spotkali się po latach. Najpierw na Mszy świętej w kościele pod wezwaniem Św. Andrzeja Boboli, a potem w POSK-u. I tak jak kiedyś, posłuchali znowu swego pasterza. Księdza Arcybiskupa Szczepana Wesołego.

Emigracyjny wodzirej dusz
Organizował Kursy Loreto od 1967 roku. Trzy i pół tygodnia wakacji, a zarazem pracy nad kształtem swojej osobowości. Pod patronatem Arcybiskupa Wesołego, polska młodzież z całej Europy zjeżdżała się we Włoszech do 1991 roku. Po kilkuletniej przerwie organizacją kursów zajął się ksiądz Krzysztof Tyliszczak. Ostatni odbył się dziewięć lat temu. – Dlatego mówimy: „Loreto pierwszej generacji” i „Loreto drugiej generacji”. A ten zjazd związany jest głównie z tą pierwszą generacją, przede wszystkim z tego względu, że jego głównym celem jest złożenie hołdu księdzu Arcybiskupowi Szczepanowi Wesołemu – mówi Marysia Stenzel,pomysłodawczyni zjazdu. – Nie do ocenienia jest wszystko to, co od niego otrzymaliśmy. Objeżdżał cały świat, a przez te trzy tygodnie był tylko dla nas. Czy on to wyczuwał, czy miał jakiś dar od Boga, nie wiem, ale zawsze wiedział, jak z każdym rozmawiać – kontynuuje Marysia.Dlatego tak ważna była Msza święta, która została odprawiona w kościele pod wezwaniem Św.Andrzeja Boboli. – Była dla nas wspomnieniem tamtych Mszy świętych. Nie chodziło się na nie z niedzielnego przyzwyczajenia czy z obowiązku. Brał w nich udział ten, kto naprawdę chciał, a kto nie czuł że warto, po prostu zostawał.Ale pod koniec, kiedy byliśmy już bardzo ze sobą zżyci,chodzili na te msze wszyscy – wspomina Marysia Stenzel.

Loretańska Rodzina
Przez religię przetaczało się życie. Rodziły się przyjaźnie trwające do dzisiaj i miłości,z których wynikały potem „loretańskie” małżeństwa. Był czas i na taniec, i na różaniec. A w budowaniu wspólnoty ważne było zarówno modlitewne skupienie, jak i radość obcowania w zabawie. – Jak to się odbywało? Zawsze w tym samym czasie, pod koniec lipca i w pierwszych dwóch tygodniach sierpnia. Rano modlitwa, śniadanie, wykład, jakaś herbatka i dyskusje w różnych grupach wiekowych, potem czasami próby śpiewu, tańców lub czas wolny na jakiś sport, spacer i tak dalej. Po obiedzie sjesta czyli czas spędzony nad morzem lub jeziorem, w zależności od tego, gdzie było bliżej. Po powrocie podwieczorek, znowu wykład, dyskusja i bardzo dla nas ważne przygotowanie do Mszy świętej,po której jedliśmy kolację. A potem różnie: na ogół wieczorek towarzyski, a więc śpiewy i często tańce przy płytach, które  nastawiał sam Ksiądz Arcybiskup!... W szczególne dni, takie jak 1 czy 15 sierpnia, wieczorem uczestniczyliśmy w Drodze Krzyżowej, odmawialiśmy Różaniec albo organizowaliśmy uroczystość ku pamięci wojennych wydarzeń. Natomiast punktem kulminacyjnym były oczywiście dni spędzone w Rzymie, kiedy spotykaliśmy się z Ojcem Świętym – opowiada Marysia.
Jedni jechali, bo podobał im się pomysł. A z innymi nie radzili sobie rodzice, więc posyłali ich na trzy tygodnie „naprostowywania”. Jeszcze inni, chcieli z kolei wyrwać się z domu, bo wiedzieli, że „jak z księżmi, to rodzice puszczą”. Każdy miał więc swoją własną misję. Kurs Loreto był również jednym z sposobów umacniania w sobie polskości, podobnie jak harcerstwo, społeczna akcja budowania kościołów i ośrodków, gdzie toczyło się później społeczno-kulturalne życie w oparciu o biało-czerwoną tradycję. Ludzie z generacji Marysi Stenzel, to bezpośredni świadkowie tworzenia w Anglii duplikatu ojczyzny. A w walizkach kursantów zawsze znajdowało się miejsce na narodowe stroje i zawsze była okazja, by je założyć.

My, Loretańczycy
11 lipca był dla nich dniem wspomnień. Najpierw w Jazz Cafe, gdzie zostały przywołane kominki, podczas których chłopcy parodiowali towarzyszących młodzieży księży; potem w Sali Teatralnej, gdzie na pamiątkę owych tańców przy płytach, odbyła się zabawa. – Pomysł zorganizowania zjazdu Loretańczyków od dawna chodził mi po głowie, ale nie wiedziałam, jak się za to zabrać – mówi Marysia Stenzel. Pomogła jej Kasia Rafaląt,oczywiście kursantka, tyle że z innych lat. – Dostaliśmy ogromne wsparcie POSK-u. Najpierw od byłej pani prezes Ewy Brzeskiej, a teraz od pana prezesa Olgierda Lalko. Gdyby nie ich życzliwość,dużo więcej wysiłku musiałybyśmy włożyć choćby w znalezienie sali. Podobnie zareagował ksiądz Bronisław Gostomski z kościoła pod wezwaniem Św. Andrzeja Boboli, który powiedział: możecie organizować w naszym kościele, co tylko chcecie, byle pobożnie – śmieje się Marysia. – Oni pamiętają, jak ważne były te kursy dla kilku pokoleń urodzonych tutaj ludzi – dodaje.
Po wielu latach, Loretańczycy znowu się spotkali.

Elżbieta Sobolewska