Aktualności

Zbigniew Namysłowski Quintet w POSK-u!

Zbigniew Namysłowski Quintet w POSK-u!

W programie kompozycje Namysłowskiego i Komedy

Jubileusz teatru Syrena

Jubileusz teatru Syrena

Otwarcie historycznej wystawy i specjalna premiera!

60 lat przygód z Syreną!

60 lat przygód z Syreną!

- specjalna historyczna wystawa oraz premiera sztuki „Koziołek Matołek – przygody z Syreną”

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Szczegóły dotyczące sprzedaży biletów na pokazy w czwartek 17/10 i sobotę 19/10

Wrzesień 2019 w POSK-u

Wrzesień 2019 w POSK-u

przegląd najważniejszych wydarzeń

Jawnuta w POSK-u!

Jawnuta w POSK-u!

Porywająca premiera w ramach obchodów Roku Moniuszkowskiego

Duch oddziału 316

Wśród wielu ogłoszeń, które oblepiając tablicę dlań przeznaczoną w skrócie opisują bieżące życie POSK-u, zawisło w ubiegłym tygodniu jedno ogłoszenie nadzwyczajne. Wypadło mi zawiesić na nim oko, chociaż na jedno mgnienie. Biała kartka, na niej flamastrem namazana treść. W skrócie sprowadza się ona do informacji: 5 grudnia, POSKlub, „Zespół 316” na dvd, obiad, 12 funtów, godz. 14.00.

Doklejone, wycięte z jakiegoś folderu chyba, logo z treścią, która daje sporo do myślenia osobie, jedno czy dwa pokolenia młodszej, niż autorzy tegoż znaku: 316 Kompania Transportowa, 1943-1946, przód samochodu, Monte Casino, Ancona, Pomocnicza Służba Kobiet.

– Co to znaczy „Zespół 316”? To była grupa kobiet, które w czasie wojny jeździły wozami transportowymi, naprawiały je, były odpowiedzialne za dowóz jedzenia, amunicji, a potem założyły zespół i śpiewały. Kapitalne babki, świetne, ale już od dawna nie występują – tłumaczy przechodzący recepcjonista.

Była kompania, jest zespół

Wojna się skończyła, żołnierki powychodziły za mąż. Klucze i kluczyki od Dodge’ów zamieniły na chochle i książki, bo z jednej strony przyszło im dbać o rodzinę, a z drugiej wrócić do przerwanej wojną nauki. Danuta Gradosielska, prezeska koła SPK nr 316, już w sierpniu 46 roku wstąpiła w małżeński związek i do gimnazjum. Potem, pojawiły się dzieci, a zespół narodził się dopiero po latach, kiedy przyszedł czas na wspominanie, a sił i energii było jeszcze dużo. Występowały. W POSK-u, w różnych miastach Anglii, nawet w USA. Miały własne stroje: wspomnienie mundurów i własny repertuar, który wyszedł spod pióra Ireny Orłowskiej. – Miałyśmy nawet przez kilka lat powodzenie – mówi autorka tekstów. – Ostatni występ dałyśmy jakieś trzy lata temu, ale muszę to sprawdzić – dodaje. 5 grudnia, w POSKlubie nie dadzą już kolejnego koncertu, bo i zespół, i siły mocno są przerzedzone, ich występ zostanie za to zaprezentowany na video, a one same, przynajmniej kilka z nich, będą oczywiście obecne.

W latach 90. wydały własny album z tekstami piosenek. „...Dawniej woziłyśmy amunicję po włoskich terenach, a dzisiaj rozwozimy piosenki i śpiewamy je na scenach” – brzmi motto zarówno ich twórczości, jak i wydawnictwa. Wstęp napisał Ryszard Kaczorowski, ostatni Prezydent II Rzeczypospolitej: „Uroczystości kombatanckie w Londynie uświetniane są występami zespołu kobiet-żołnierzy 316. Kompanii Transportowej pod nazwą „Zespół 316”. Więzi przyjaźni i służba wielkiemu celowi, jakim była wolność i niepodległość, spowodowały, że w jednostce tej wytworzył się „duch oddziału”, który przetrwał pół wieku. Dziewczęta pochodzące z Polskich Kresów Wschodnich, z zsyłek i więzień sowieckich, dotarły do Wojska Polskiego i zajęły miejsca mężczyzn, a przez to zwiększyły wydajność bojową II Korpusu. A po wojnie, w 1979 r., utworzyły zespół śpiewaczy”.

Skrót ze wspomnień

Opowiada Danuta Gradosielska: – Zaczęłyśmy jeździć jeszcze w Palestynie, po tym jak skończyłyśmy trzymiesięczny kurs w centrum szkolenia armii w Gederze. Rozpoczęłyśmy go 13 stycznia 1943 roku: jazda, oraz składanie i rozkładanie wozów transportowych, którymi później jeździłyśmy. Skończyłam ten kurs z wynikiem bardzo dobrym. Wtedy mogłyśmy już zamienić nasze furażerki na czarne berety – mówi z dumą. Stały się żołnierkami kompanii transportowej, trzysta dziewczyn. – Zaczęłyśmy dowozić żywność do oddziałów, pamiętam też beczki z ropą, po które jeździłyśmy aż do Jafy koło Tel Avivu – kontynuuje wspomnienia.

Były oczkiem w głowie i dumą wojska, żołnierki Służby Pomocniczej, jedyne kobiety w armii aliantów, które pełniły służbę wojskową z bronią. W książce „Karpatczykami nas zwali”, jej autor Tadeusz Radwański, żołnierz Polskich Sił Zbrojnych, tak je wspomina: „(...) Dziewczęta w beretach i kombinezonach łączyły uśmiech młodości z sumiennością i gorliwością. (...) Ćwiczyły, maszerowały, jeździły samochodami, pracowały w szpitalach, aptekach, kantynach, dowództwach itp. Bardzo serio traktowały swoje role. (...) Każda ochotniczka z Pomocniczej Służby Kobiet była autentycznym żołnierzem. Stawała obok nas w każdej pracy. Widzieliśmy ją, jak siedząc za kierownicą ostrożnie przebywała długie trasy. (...) Zawsze zdążyły na czas i dowoziły do celu powierzony ich pieczy transport.”

Z samochodami, które prowadziły, były po kobiecemu związane. Dbały o nie, czyściły, polerowały. – Nie miałyśmy wypadków, jedynie lekkie stłuczki. Mężczyźni owszem, im wypadki się zdarzały, bo lubili wypić, a my nie piłyśmy. Dwa razy jechałyśmy pociągiem z Palestyny do Egiptu, po nowe samochody, którymi przez pustynię, wracałyśmy z powrotem. W parcianych workach miałyśmy wodę. Ciągle była zimna. Podczas jazdy sięgałam ręką do worka i przemywałam nią sobie oczy, bo był przecież ogromny kurz. Przed granicą do Palestyny zatrzymałyśmy się na nocleg, mogłyśmy wziąć prysznice, spałyśmy w czystej pościeli... – kolejny urywek wspomnień. Te nowe samochody musiały wolno prowadzić – tłumaczy pani Danuta. – Musiały się dotrzeć. Te, które dostałyśmy później, już we Włoszech, były używane, to mogłyśmy jeździć nimi swobodnie.

Służba we Włoszech

Po Palestynie, parę miesięcy spędziły jeszcze w Egipcie. Od grudnia 1943 roku rozpoczęło się stopniowe przenoszenie 2 Korpusu Polskiego do Europy. Przy Dowództwie 2 Korpusu we Włoszech pracowało ponad 1.500 ochotniczek w służbach zdrowia, transportowej, łączności, kantyniarskiej, biurowej, informacyjnej, administracyjno-gospodarczej oraz widowiskowo- rozrywkowej. Pozostałe kobiety pełniły dalej służbę na terenie Egiptu i Palestyny głównie jako personel ośrodków nauczycielskich i szkoleniowych. – 5 maja 1944 roku znalazłyśmy się we Włoszech. Stefanem Batorym, tym słynnym okrętem, który służył wtedy celom wojskowym, przypłynęłyśmy do portu Taranto, jedynego z którego alianci mogli we Włoszech korzystać. Już po tygodniu, dwóch dostałyśmy nowe wozy. Nie musiałyśmy ich już docierać, bo były używane. Ale co zrobili z naszymi starymi samochodami Anglicy? Wszystkie je zepchnęli do morza, były już niepotrzebne. Płakałyśmy.

A potem, cóż było robić, zabrały się za robotę. Tę, do której je przeznaczono. Między innymi, wzdłuż Adriatyku jeździły z transportem amunicji dla drugiej linii. – Zastępowałyśmy mężczyzn, oni byli na froncie – krótko stwierdza pani Danuta.

5 grudnia, w ramach powrotów do wojennej przeszłości i ratowania POSKlubu, restauracja gościć będzie dziewczyny z „Zespołu 316”. Wspomną kompanię i lata występów. Oby tylko nie zabrakło tych, którzy zechcą wspomnieć wraz z nimi.

Elżbieta Sobolewska