Aktualności

Zbigniew Namysłowski Quintet w POSK-u!

Zbigniew Namysłowski Quintet w POSK-u!

W programie kompozycje Namysłowskiego i Komedy

Jubileusz teatru Syrena

Jubileusz teatru Syrena

Otwarcie historycznej wystawy i specjalna premiera!

60 lat przygód z Syreną!

60 lat przygód z Syreną!

- specjalna historyczna wystawa oraz premiera sztuki „Koziołek Matołek – przygody z Syreną”

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Szczegóły dotyczące sprzedaży biletów na pokazy w czwartek 17/10 i sobotę 19/10

Wrzesień 2019 w POSK-u

Wrzesień 2019 w POSK-u

przegląd najważniejszych wydarzeń

Jawnuta w POSK-u!

Jawnuta w POSK-u!

Porywająca premiera w ramach obchodów Roku Moniuszkowskiego

Elvira_x_692.jpg

„Czuję, że moje życie zostało uzupełnione o coś ważnego”

Elwira Olbrich, z zamiłowania znawca i promotor polskiego malarstwa w Wielkiej Brytanii, zawodowo dyrektor firmy konsultingowej. Od  4 lat związana również z Galerią POSK, w której pełni funkcję wice-dyrektora. Od lat jej drugą pasją jest gra w tenisa, która przynosi jej liczne sukcesy na międzynarodowych turniejach seniorów i jest kapitanem reprezentacji Polski na mistrzostwa świata ITF – co, jak twierdzi, doskonale ją regeneruje psychicznie i fizycznie. Z Elwirą Olbrich rozmawia Tomasz Furmanek:

Tomasz Furmanek: Jak długo mieszka pani w Wielkiej Brytanii i czym się pani tutaj zajmuje?

Elwira Olbrich: Jestem w Anglii, a konkretnie w Londynie, od 1982 roku. Mąż znalazł się tutaj, ja przyjechałam z nim, mamy dwoje dzieci. Jeszcze w Warszawie ukończyłam  Główną Szkołę Ekonomiczną, dawny  SGPiS, jako magister ekonomii, a tutaj dodatkowo  Studia Podyplomowe z oprogramowania, ze specjalizacją baza danych, na North London University w 1990 roku. Mam różne pasje, którym poświęcam dużo czasu i energii, zawodowo jestem dyrektorem firmy konsultingowej, która ma siedzibę w Wielkiej Brytanii i pomaga biznesom europejskim, w tym polskim i angielskim.

TF: Jedną z pani wielkich pasji jest sztuka, a szczególnie malarstwo?

EO: Tak, jest to pasja, która od zawsze dawała mi ogromną przyjemność i dużo radości. Od dziecka miałam zamiłowanie do rysunku i malarstwa, na pewnym etapie życia miałam nawet pomysł aby kształcić się w tym kierunku.  Zdecydowałam jednak, że będzie to moje hobby - że i tak, zawsze kiedy zapragnę, będę mogła malować, bez względu na to w jakim kierunku będę się kształcić.

TF: Jak rozwijała się ta pasja po pani przyjeździe do Anglii?

EO: Zainteresowanie malarstwem nie wygasło i przez dość długi czas byłam członkinią amatorskich grup malarskich organizacji „Art Society”. Mieliśmy regularne spotkania i wystawy, więc to moje hobby było nie tylko podtrzymywane, ale i pielęgnowane.

   W pewnym okresie, chodząc po galeriach i domach aukcyjnych Londynu, zauważyłam, że nie ma w zasadzie sztuki z Polski. Owszem , Anglików fascynowała sztuka rosyjska, ale ówczesna oferta związna ze sztuką polską była bardzo uboga.

    Podróżowałam do Polski, więc zdawałam sobie sprawę, że w kraju było wielu ciekawych artystów, wartych pokazania tutaj. Nie chodziło mi głównie o zysk, a o prezentację artystów polskich w Wielkiej Brytanii. Postanowiłam to zrobić poprzez uznany dom aukcyjny Christie’s na South Kensington, który prowadzi szereg aukcji na różnych szczeblach, licytują  n.p. Picassa, ale mają też aukcje o nazwie Christie’s Interior, gdzie bogaci klienci kupują obrazy w celu wykorzystania ich do wystroju wnętrz czy siedzib związanych z biznesem.

    Po przeprowadzeniu analizy polskiego rynku wybrałam  kilku  polskich malarzy. Sama te obrazy z Polski przywoziłam, choć czasami były bardzo duże...

TF: Przedsięwzięcie prezentowania polskich artystów w Londynie jednak powiodło się?..

EO: Tak, udało mi się to i conajmniej kilkunastu artystów z polski było prezentowanych w Christie’s na aukcjach i co więcej, obrazy te bardzo dobrze się sprzedały. Jednymi z malarzy, którzy bardzo podobali się są Janusz Szpyt i Sylwester Stabryła, także Małgorzata Maćkowiak. Prezentacja prac i sukcesy w Londynie znacząco podniosły ich pozycję i notowania w galeriach w Polsce i na świecie.

TF: Jak by pani określiła rolę, którą obecnie pełni pani w świecie  związanym z malarstwem?

EO: Jestem promotorem polskiego malarstwa, robię to z zamiłowania. Zdarza sie nawet, że dokładam do tego „biznesu”, aby artystom pomóc. Artyści naprawdę potrzebują wsparcia. Bardzo dobrze więc, że nadarzyła się okazja – przez przypadek  – nawiązania  współpracy z Galerią POSK! W związku z moimi działaniami w Christie’s miałam obrazy kilku artystów, którzy prosili mnie, aby zaprezentować je gdzieś w Anglii. Postanowiłam zrobić wystawę zbiorową, i tak poznałam panią Joannę Ciechanowską, dyrektor Galerii POSK, to było w 2013 roku. Dyrektor Ciechanowska, widząc jak sama zmagałam się z wieszaniem tych wielkich obrazów, stwierdziła, że podoba jej się ktoś z takim entuzjazmem i od tego się wszystko zaczęło...

TF: Działa pani w Galerii POSK już od 4 lat, jaka jest pani obecna funkcja?

EO: Jestem wice-dyrektorem Galerii, na zasadzie wolontariatu. Moja dogłebna  znajomość  świata artystów w Polsce umożliwia naszej Galerii lepsze otwarcie sie na ten obszar twórców sztuki, a zdrugiej strony moja sieć kontaktów w Christie’s i z innymi domami aukcyjnymi podobnego poziomu spowodowała ich spore zainteresowanie Galerią POSK i naszymi wystawami.

TF: To  nie jest pani pierwsze doświadczenie z pracą charytatywną?
EO:
Zdecydowanie nie, między innymi, przez ponad 10 lat, byłam członkiem komitetu organizującego bale charytatywne światowej  organizacji Children in Crisis, której patronem jest Księżna Yorku. Pierwszy projekt charytatywny dla Children in Crisis był stworzony w Polsce w Lipnicy Wielkiej i nazywał się „Mountain Heaven”. Było to centrum rehabilitacji dla dzieci, które, z powodu zanieczyszczenia środowiska naturalnego przez  śląski okręg przemysłowy, chorowały na ołowicę i nowowtwory. W ośrodku tym, ufundowanym przez Children in Crisis, dzieci te mogły odpoczywać i – pomiędzy operacjami i radioterapią - dochodzić do zdrowia przez tak długi czas, jakiego to wymagało. Przez lata byłam jedną z osób, które zarządzały organizacją charytatywnych bali i wydarzeń towarzyskich, które odbywały się  głównie w Londynie, ale też w innych miejscach w Europie, do których podróżowaliśmy razem z Księżną.

TF: Jak postrzega pani POSK i jak sie pani tutaj pracuje?

EO: POSK postrzegam jako bardzo pożądaną i prężną placówkę kulturalną, albowiem mamy tutaj różne formy sztuki i miejsca prezentujące je: jest teatr, biblioteka, galeria, kluby muzyczne... Jest to więc centrum kulturalne, które ciężko pracującym Polakom może zapewnić kulturalny relaks. Jest to na pewno placówka niezbędna i szalenie przydatna polskiemu społeczeństwu.

   Muszę powiedzieć, że przez długi czas mieszkania w Londynie nie miałam styczności z POSK-iem, z wyjatkiem małego doświadczenia w moich pierwszych latach pobytu tutaj, ponad 30 lat temu. Od kiedy pracuję w Galerii jestem znowu w POSK-u, i czuję, że moje życie zostało jak gdyby uzupełnione o coś ważnego.  Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę, że jednak tej polskości mi brakowało, że była mi ona potrzebna, no i ludzie są  bardzo serdeczni. Była pewna luka w moim życiu, z której  nie zdawałam sobie sprawy, dopóki nie zaczęłam w POSK-u pracować.

   Ja w POSK-u czuję się znakomicie, jestem bardzo zadowolona ze współpracy, ludzie są bardzo życzliwi. Większość osób tutaj  pracuje na zasadzie wolontariatu, tym niemniej pracują z entuzjazmem i dla jednego celu – propagowania polskiej kultury. Ludzie są pomocni, co widać w zachowaniach względem siebie. Jesteśmy razem.