Aktualności

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Szczegóły dotyczące sprzedaży biletów na pokazy w czwartek 17/10 i sobotę 19/10

Wrzesień 2019 w POSK-u

Wrzesień 2019 w POSK-u

przegląd najważniejszych wydarzeń

Jawnuta w POSK-u!

Jawnuta w POSK-u!

Porywająca premiera w ramach obchodów Roku Moniuszkowskiego

Wystawa "Outlook: No Return" w Galerii POSK

Wystawa "Outlook: No Return" w Galerii POSK

w ramach festiwalu Insiders/Outsiders

Prace w kotłowni POSK-u zakończone

Prace w kotłowni POSK-u zakończone

Instalacja nowych bojlerów znacząco zmniejszy koszty zużycia gazu!

Joanna Młudzińska, Przewodnicząca POSK-u nowej kadencji:

Joanna Młudzińska, Przewodnicząca POSK-u nowej kadencji:

"Najważniejsze wyzwanie, to dotarcie do osób, które dotychczas nie angażowały się w POSK”

Oświadczenie

Oświadczenie

- do wiadomości członków POSK-u

Burza Powstania

2 października zakończyło się dogorywające Powstanie Warszawskie. Od wieków, tak ogromnych zniszczeń, nie doświadczyła żadna stolica Europy. Żadna inna. Bezpowrotnie zniszczono tkankę polskiego narodu, która w tej samej formie już się nie odbuduje, bo nie ma kto jej odbudować. Straciliśmy najbardziej wartościowych ludzi, a do dzisiejszego pokolenia młodych, trupy nie przemawiają.

W ostatnią sobotę, na zaproszenie członków indywidualnych ZPwB, Zbigniew Siemaszko wygłosił wykład dotyczący szeregu decyzji Komendy Głównej AK w Warszawie i naczelnego dowodzenia w Londynie, które w efekcie doprowadziły do wybuchu Powstania. Z wykładu tego wynika, że wśród ludzi, którzy stanęli na czele Polski po śmierci gen. Sikorskiego i gen. Grota-Roweckiego, znaleźli się albo dobrowolni zdrajcy wierzący bez jakichkolwiek podstaw w dobrą wolę Sowietów, albo agenci czerwonego wywiadu, albo bez szans na wytłumaczenie – ludzie głupio naiwni.

Prof. Jan M. Ciechanowski w swoich wypowiedziach nie waha się powiedzieć: „Generał Anders uznał decyzję o Powstaniu za nieszczęście i zbrodnię.” Najwyraźniej jednak, Zbigniew Siemaszko reprezentuje biegunowo odrębną opinię od Jana M. Ciechanowskiego na temat tego, co powiedział, czy też nie powiedział gen. Anders na temat Powstania. Kiedy jeden z komentarzy sali dotyczył rzekomych słów Andersa iż Powstanie było zbrodnią, Siemaszko zdecydowanie zaprzeczył, iż takie słowa kiedykolwiek z ust generała padły. – Anders nigdy tego nie powiedział. (…) Dosłownie zapytał: kto będzie za to odpowiadał, ale nigdy nie powiedział, że Bora należy oddać pod sąd. To jest wymysł dziennikarzy warszawskich. – twierdzi wykładowca, jednak Jan M. Ciechanowski nie raz się na te słowa powołuje. W jednym z artykułów ponadto pisze: „Gen. Anders był ‘na kolanach przed walczącą Warszawą’, ale sądził, że ‘gen. Komorowski i szereg innych osób’ winni stanąć przed sądem za wywołanie powstania. W jego opinii powstanie to leżało jedynie w interesie Niemców i bolszewików.”

W przedmowie do polskiego wydania książki „Powstanie ‘44” Norman Davies pisze w ten sposób: „Doktor Ciechanowski, który sam brał udział w Powstaniu i który przeszedł twardą szkołę wojny i wygnania, wykonał ogrom niezwykle ważnej pracy, badając w zbiorach archiwalnych w Londynie dokumenty dotyczące polityki i wewnętrznych podziałów w łonie polskiego rządu z czasu wojny oraz formułując całościową interpretację kwestii jego odpowiedzialności za tragedię Warszawy. Według tego scenariusza zarówno gabinet premiera Mikołajczyka, jak i przywódców wojskowego podziemia obwinia się o nierealistyczne postawy, które pociągnęły za sobą mylny osąd zarówno możliwości zachodnich aliantów, jak i potrzeby ‘współpracy’ z Sowietami. Sam byłem świadkiem kilku gniewnych ataków, do których zostali sprowokowani rodacy doktora Ciechanowskiego, choć nie zawsze potrafiłem zrozumieć źródło ich gniewu czy zorientować się w alternatywach. Trzeba przyznać, że doktor Ciechanowski reagował ze stoicyzmem, niezmiennie twierdząc, że warunkiem postępu w historycznym pojmowaniu wydarzeń są różnice zdań.” Na sobotnim spotkaniu, różnice zdań między prowadzącym, a jego słuchaczami, dotyczyły przede wszystkim kwestii potraktowania przez czerwonoarmistów, ujawniających się przed nimi na skutek decyzji o Akcji „Burza”, żołnierzy Armii Krajowej.

„Burza" rozpoczęła się w lutym 1944 r. na Wołyniu i rozprzestrzeniła się na rejony Wilna, Lwowa i Lublina. Zdaniem Siemaszki, Sowieci potraktowali ujawniające się oddziały całkiem dobrze. Pogratulowali pomocy, potem je rozbroili i zasugerowali, aby wstąpiły do Armii Berlinga. Wielu Akowców, zwłaszcza we Lwowie i Lublinie, tak właśnie uczyniło. W Wilnie odmówili, więc zostali zorganizowani jako oddziały Armii Czerwonej, a kiedy nie zgodzili się na przysięgę, nie zostali ukarani, lecz przekształceni w bataliony robocze i już w 1946 roku wrócili do Polski. Tych, którzy odmówili współpracy, deportowano do Związku Sowieckiego. Z opinią o Sowietach względnie dobrze traktujących żołnierzy Armii Krajowej, którzy zgodzili się ujawnić, nie chcieli zgodzić się uczestnicy wykładu w Sali Szafirowej. Zabrzmiały głosy, iż z Wileńszczyzny wróciła garstka żołnierzy AK, tylko po to, by zostali w efekcie i tak skazani na śmierć.

U podstaw Powstania

Należy zacząć w okresie – mówił Zbigniew Siemaszko – kiedy istniały stosunki z Sowietami, tzn. pomiędzy sierpniem 1941 roku, a kwietniem 1943 roku, kiedy naczelną osobą w Londynie był gen. Sikorski, a główną osobą w kraju był gen. Grot-Rowecki. (…) Sikorski wydał mu rozkaz, że gdyby nadchodziła Czerwona Armia, należy spotkać ją jako wojska sojusznicze. Grot-Rowecki stwierdził, że aby wykonać to skutecznie, powinien dostać desanty wojska polskiego z Zachodu, jak również desanty Anglosasów. Sikorski mu nie odpowiedział. Natomiast kilka miesięcy potem, w maju 1943 roku, wysłał do Grota-Roweckiego telegram, w którym mówił, że należy oczekiwać, iż stosunki z Sowietami bardzo się popsują i wobec tego nakazuje mu, że gdyby rzeczywiście Rosja była wrogo nastawiona, nakazuje mu wycofać oddziały z Kresów Wschodnich do centrum kraju. I to była ostatnia instrukcja, jaką Sikorski wysłał do Polski. Latem 1943 roku, sytuacja zmieniła się gruntownie. 30 czerwca został aresztowany gen. Grot-Rowecki, a 5 lipca zginął Sikorski. W Londynie naczelnym wodzem został Sosnkowski, a premierem Mikołajczyk. (…) Natomiast w kraju – kontynuował Siemaszko – zamiast jednego człowieka powstał triumwirat: gen. Bór-Komorowski, jako Komendant Główny AK, szef sztabu gen. Pełczyński i jego zastępca do spraw operacyjnych, gen. Tatar. I w Londynie, i w Warszawie dyskutowano, jak należy zachować się wobec wkraczającej od Wschodu Armii Czerwonej. W Warszawie, głównie pod wpływem Tatara zdecydowano, że należy ujawniać oddziały AK przed wkraczającą Armią Czerwoną. W samej Warszawie nie miano jednak realizować Akcji „Burza” by zachować stolicę i nie niszczyć dorobku kulturalnego. Komenda Główna AK miała nadzieję, że współpraca wojskowa z Armią Czerwoną doprowadzi do współpracy politycznej, a w efekcie do tego, że Sowiety oddadzą władzę polskiemu podziemiu. Natomiast w Londynie, po długich pertraktacjach, uchwalono tzw. instrukcję październikową. Była to koncepcja Sosnkowskiego, w myśl której AK miała wykonywać akcje sabotażowe przeciw ustępującym Niemcom i pozostać w konspiracji czekając na dalsze zarządzenia. Instrukcję wysłano do kraju w pierwszych dniach listopada 1943 roku. A jednak, bez jakiejkolwiek dalszej konsultacji z Londynem, Bór-Komorowski wydał okręgom wschodnim rozkaz o wykonaniu „Burzy”, a 26 listopada wystosował do Sosnkowskiego długi meldunek tłumacząc, dlaczego nie mógł wykonać instrukcji październikowej. Telegram został jednak wysłany z Warszawy aż z pięciotygodniowym opóźnieniem. Dotychczas nie wiadomo, dlaczego. Kiedy przyszedł do Londynu w początku stycznia 1944 roku, wynikało zeń, że podkomendny nie wykonał instrukcji naczelnego wodza, należało więc wyciągnąć jakieś konsekwencje. Tak się jednak nie stało. Jak tłumaczy Zbigniew Siemaszko, Sosnkowski był idealistą, chciał Polaków godzić i wierzył w moc kompromisu. (…) Ośrodek decyzyjny przeniósł się wówczas do Warszawy i już ani naczelny wódz, ani premier nie mieli wiele do powiedzenia. W międzyczasie, jako przedstawiciel Armii Krajowej, gen. Tatar został wysłany do Londynu. Mianowano go zastępcą gen. Kopańskiego, a jego miejsce w kraju zajął gen. Okulicki.

„Burza” nie dała oczekiwanych rezultatów. Owszem, współpraca wojskowa miała miejsce, ale nie doprowadziła do współpracy politycznej i nie doprowadziła do uznania władz podziemia jako reprezentacji narodu polskiego. W Komendzie Głównej AK rozważano, co wobec tej sytuacji zrobić i zdecydowano się… przeprowadzić „Burzę” w Warszawie. 25 lipca Bór-Komorowski wysłał telegram do naczelnego wodza w Londynie: jesteśmy gotowi w każdej chwili by walczyć o Warszawę, przysłanie do tej walki brygady spadochronowej będzie miało ogromne znaczenie taktyczne, przygotujcie możliwość bombardowania na nasze żądanie niemieckich lotnisk pod Warszawą, moment rozpoczęcia walki zamelduję. Dwóch zdań: jesteśmy gotowi do walki w każdej chwili i początek rozpoczęcia walki zamelduję, gen. Tatar, naczelnemu wodzowi, nie przekazał.

Skąd wiara w Sowietów?

Jak mówił Zbigniew Siemaszko, wśród Polaków była głęboka wiara, że z Sowietami da się dogadać. Wielu Polaków nie rozumiało, że Rosja żąda absolutnego poddania się na kolanach, że zorganizowała wojsko i stronę polityczną, i żadna Armia Krajowa nie była jej potrzebna. (…) Tak jak pokolenie moich rodziców, mówił wykładowca, znało się na Rosji świetnie i to przygotowało ich do wojny 1920 roku, tak w 1944 roku, ogromna ilość Polaków miała złudzenia spowodowane jednym: niezrozumieniem psychiki rosyjskiej.

W dyskusji, która wywiązała się po wykładzie, zabrzmiał głos Warszawianki. – Byłam tylko ludnością cywilną i to bardzo smarkatą, także moje wspomnienia mogą nie być precyzyjne, niemniej jednak, ponieważ moja rodzina już przeszła tego czasu rewolucję w Rosji, więc było bardzo ostrożne podejście i kiedy zobaczyliśmy ulotkę, którą Sowieci zrzucali na Warszawę, to było potworne uczucie szoku i beznadziei, ponieważ to była ulotka dająca nam „radosną wiadomość”, że 22 lipca został zawiązany nowy rząd Polski i wszystko jest już gotowe. Ta ulotka i samoloty sowieckie, które latały nie po to, żeby nam pomóc, to jest potworna pamięć. (…)

1 sierpnia wybuchło Powstanie będące prezentem dla Sowietów, którzy 22 lipca 1944 roku powołali marionetkowy rząd i mieli już gotowy plan na Polskę, a tych, którzy mogli im w tym przeszkodzić, wykończyli w ogromnej liczbie rękami Niemców. Reszty niszczenia Polski dokonano przez lata masowej indoktrynacji i niemal kompletnego przetrącenia kręgosłupa moralnego narodu, którego dzisiaj stać już tylko na walkę o jednostkowy, prywatny byt. Wiara w państwo upadła, a Ojczyzna i jej dobro, przeszły do rangi mitów przeszłości.

Elżbieta Sobolewska

burza.jpg

Fot. Elżbieta Sobolewska