Aktualności

Zbigniew Namysłowski Quintet w POSK-u!

Zbigniew Namysłowski Quintet w POSK-u!

W programie kompozycje Namysłowskiego i Komedy

Jubileusz teatru Syrena

Jubileusz teatru Syrena

Otwarcie historycznej wystawy i specjalna premiera!

60 lat przygód z Syreną!

60 lat przygód z Syreną!

- specjalna historyczna wystawa oraz premiera sztuki „Koziołek Matołek – przygody z Syreną”

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Bilety na pokazy "Bożego Ciała" w Kinie POSK-u

Szczegóły dotyczące sprzedaży biletów na pokazy w czwartek 17/10 i sobotę 19/10

Wrzesień 2019 w POSK-u

Wrzesień 2019 w POSK-u

przegląd najważniejszych wydarzeń

Jawnuta w POSK-u!

Jawnuta w POSK-u!

Porywająca premiera w ramach obchodów Roku Moniuszkowskiego

Alicja.jpg

Alicja Śmietana i zespół, fot. B. Mastaj

Alicja Śmietana i goście: recenzja w piśmie "Nowy Czas"

- koncert serii „Tomasz Furmanek zaprasza...“, Sala Teatralna POSK, 29 czerwca 2018.

 Jak to jest, że jedną frazą można człowieka zabrać w inne miejsce, nawet bez jego zgody. Nie miałem zamiaru odwiedzać polskich gór, a Alicja Śmietana wysłała mnie tam jednym poślizgiem smyczka. Nie wiem czy wystarczyło podwyższyć kwartę w durowej gamie, czy trzeba było rzucić na pulpit  Szymanowskiego, ale przez chwilę byłem w Tatrach.

Tomasz Furmanek zapraszając do swojego cyklu Alicję Śmietanę zapewnił sobie spokój ducha i pewność, że każdy, kto tego nie przegapi, zapamięta ten koncert na bardzo długo. Skrzypaczka swobodnie i bez barier prowadziła swój zespół prezentując kolejne kompozycje poprzedzane związanymi z nimi anegdotami. A skład był niezwykle ciekawy, odważny i wydawał się być przemyślany i nieprzypadkowy. Asaf Sirkis z pałkami próbuje wypracować nową kategorię wśród perkusistów, bo każdy, kto nazwałby go jazzowym, natychmiast dostałby czkawki, szczególnie, że jest on mistrzem nie tylko bitych, ale też mówionych rytmów, bo włada indyjską sztuką wokalnej rytmiki zwaną konnakol. Yaron Stavi to również wybitny basista, nie tylko z potężnym i punktualnym picicato, ale też z nieutraconym po studiach w Berlinie arco. Obaj panowie to muzyczni polonofile z licznymi powiązaniami z naszym krajem, co, oprócz repertuaru (Szymanowski, Chopin, Śmietana, Petersburski, Zieliński, i inni) oraz lokalizacji, wspaniale wpisywało się w obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Dla mnie, jako improwizującego muzyka genetycznie i kulturowo zakorzenionego w  tradycji europejskiej muzyki klasycznej, widok kwartetu smyczkowego rozsiadającego się przy jazzowej sekcji rytmicznej, to zawsze sytuacja jednocześnie ekscytująca i trudna, bo dotyka moich zawodowych marzeń i nadziei na przyszłość. Faktura jaką wytwarza grupa smyczków jest czymś tak bogatym, mocnym i niezastąpionym, że perspektywa kładzenia na niej własnych fraz wywołuje u mnie tę nieco konfliktową i bezwarunkową reakcję na poziomie komórkowym - natychmiastowa radość i niepokój.

Kwartet w składzie Corinna Hentschel i Greta Mutlu na skrzypcach, Stella Nedeva na altówce i Adam Spiers na wiolonczeli dostał partie rozpisane przez Alicję Śmietanę, których zawartość była bardzo zróżnicowana. Ciekawe barwy szerokiej harmonii, nietuzinkowa melodyka i mocno zdefiniowana rytmika w połączeniu ze swobodnie potraktowanymi tematami zaczerpniętymi z licznych kompozycji ojca skrzypaczki zlały się w formę, którą należy kojarzyć z tzw. trzecim nurtem, czyli połączenia jazzu z muzyką klasyczną. Przez chwilę miałem wrażenie, że na scenę wywołani zostali jednocześnie Panowie Chopin i Śmietana i tylko z grzeczności na nią nie wchodzili wsłuchując się z uwagą w interpretację ich kompozycji.

Po koncercie pewna pani wyrażając swój podziw, powiedziała mi, że to było piękne fusion. Byłaby to prawda, gdyby nie obecność gościa specjalnego - pianistki i wokalistki Karen Edwards. Swoim graniem i śpiewaniem energicznym pchnięciem wstrzyknęła nie tylko jazz, ale też gospel, pop i soul, a zrobiła to na takim poziomie do którego nie sposób się zniżyć - można się do niego tylko podwyższyć. Jedna osoba sprawiła, że na sali zrobiło się bardziej amerykańsko niż polsko. Tym sposobem fusion (połączenie dwóch elementów) się skończyło i nastał syndrom (połączenie trzech, lub więcej elementów).

Karen_Edwards.jpg

Karen Edwards, fot. B.Mastaj

Na dwa utwory pojawił się też Sam Eastmond, który zawalczył o przestrzeń dla instrumentu dętego. Swoją trąbką, jakby zmuszoną do mainstreamu, przechylił lekko dzban free jazzu wyraźnie komunikując się z samym sobą i z ostrożnie tego dnia grającą sekcją rytmiczną. Szczególnie widoczne było to w utworze o rzadkim i trudnym metrum 7/4, które dla muzyków jest trochę jak test na prawo jazdy - jak zdasz, to wcale nie znaczy że potrafisz jeździć, a jak nie zdasz, to nie znaczy że nie potrafisz, ale egzaminatora się i tak boisz. Przy tym wykonaniu egzaminator tylko milczał i długo gapił się na trębacza.

Występ zakończył się owacjami na stojąco i ubłaganym bisem. Na pierwsze zasłużył wspaniały zespół, na drugie urocza publiczność.

Leszek Kulaszewicz

 

Program:

„Birth“ - K. Szymanowski, J. Śmietana

„Skylark“ - Carmichael

„Medley“ - A. Śmietana, J. Śmietana

„Flowers In Mind“ - J. Śmietana

„Cała jesteś w skowronkach“ - A. Zielinski

„Dzieci“ - J. Smietana

„Ta ostatnia niedziela“ - J. Petersburski

„Balahto“ - Trilok Gurtu A. Śmietana

„Overjoyed“ - S. Wonder

„Mr Soul Jarek“ - J. Smietana

„God Bless The Child“ - B. Holiday

„Waltz“ - F. Chopin

„Gdzie ci mężczyźni“ - Korcz

„Okapi“ - J. Smietana

„Sometimes in Winter“ - J. Smietana