PolskiEnglish
I znowu Kurs Loreto
Tuesday, 14 July 2009 00:00
There are no translations available.

loreto2Był to kurs życia od A do Z, wskazywał jego uczestnikom drogę,którą warto podążać. Brali w nim udział młodzi ludzie, którzy ledwo przestali być nastolatkami, a jeszcze nie stali się w pełni świadomi swojej dorosłości. 11 lipca spotkali się po latach. Najpierw na Mszy świętej w kościele pod wezwaniem Św. Andrzeja Boboli, a potem w POSK-u. I tak jak kiedyś, posłuchali znowu swego pasterza. Księdza Arcybiskupa Szczepana Wesołego.


Emigracyjny wodzirej dusz
Organizował Kursy Loreto od 1967 roku. Trzy i pół tygodnia wakacji, a zarazem pracy nad kształtem swojej osobowości. Pod patronatem Arcybiskupa Wesołego, polska młodzież z całej Europy zjeżdżała się we Włoszech do 1991 roku. Po kilkuletniej przerwie organizacją kursów zajął się ksiądz Krzysztof Tyliszczak. Ostatni odbył się dziewięć lat temu. – Dlatego mówimy: „Loreto pierwszej generacji” i „Loreto drugiej generacji”. A ten zjazd związany jest głównie z tą pierwszą generacją, przede wszystkim z tego względu, że jego głównym celem jest złożenie hołdu księdzu Arcybiskupowi Szczepanowi Wesołemu – mówi Marysia Stenzel,pomysłodawczyni zjazdu. – Nie do ocenienia jest wszystko to, co od niego otrzymaliśmy. Objeżdżał cały świat, a przez te trzy tygodnie był tylko dla nas. Czy on to wyczuwał, czy miał jakiś dar od Boga, nie wiem, ale zawsze wiedział, jak z każdym rozmawiać – kontynuuje Marysia.Dlatego tak ważna była Msza święta, która została odprawiona w kościele pod wezwaniem Św.Andrzeja Boboli. – Była dla nas wspomnieniem tamtych Mszy świętych. Nie chodziło się na nie z niedzielnego przyzwyczajenia czy z obowiązku. Brał w nich udział ten, kto naprawdę chciał, a kto nie czuł że warto, po prostu zostawał.Ale pod koniec, kiedy byliśmy już bardzo ze sobą zżyci,chodzili na te msze wszyscy – wspomina Marysia Stenzel.

Loretańska Rodzina
Przez religię przetaczało się życie. Rodziły się przyjaźnie trwające do dzisiaj i miłości,z których wynikały potem „loretańskie” małżeństwa. Był czas i na taniec, i na różaniec. A w budowaniu wspólnoty ważne było zarówno modlitewne skupienie, jak i radość obcowania w zabawie. – Jak to się odbywało? Zawsze w tym samym czasie, pod koniec lipca i w pierwszych dwóch tygodniach sierpnia. Rano modlitwa, śniadanie, wykład, jakaś herbatka i dyskusje w różnych grupach wiekowych, potem czasami próby śpiewu, tańców lub czas wolny na jakiś sport, spacer i tak dalej. Po obiedzie sjesta czyli czas spędzony nad morzem lub jeziorem, w zależności od tego, gdzie było bliżej. Po powrocie podwieczorek, znowu wykład, dyskusja i bardzo dla nas ważne przygotowanie do Mszy świętej,po której jedliśmy kolację. A potem różnie: na ogół wieczorek towarzyski, a więc śpiewy i często tańce przy płytach, które  nastawiał sam Ksiądz Arcybiskup!... W szczególne dni, takie jak 1 czy 15 sierpnia, wieczorem uczestniczyliśmy w Drodze Krzyżowej, odmawialiśmy Różaniec albo organizowaliśmy uroczystość ku pamięci wojennych wydarzeń. Natomiast punktem kulminacyjnym były oczywiście dni spędzone w Rzymie, kiedy spotykaliśmy się z Ojcem Świętym – opowiada Marysia.
Jedni jechali, bo podobał im się pomysł. A z innymi nie radzili sobie rodzice, więc posyłali ich na trzy tygodnie „naprostowywania”. Jeszcze inni, chcieli z kolei wyrwać się z domu, bo wiedzieli, że „jak z księżmi, to rodzice puszczą”. Każdy miał więc swoją własną misję. Kurs Loreto był również jednym z sposobów umacniania w sobie polskości, podobnie jak harcerstwo, społeczna akcja budowania kościołów i ośrodków, gdzie toczyło się później społeczno-kulturalne życie w oparciu o biało-czerwoną tradycję. Ludzie z generacji Marysi Stenzel, to bezpośredni świadkowie tworzenia w Anglii duplikatu ojczyzny. A w walizkach kursantów zawsze znajdowało się miejsce na narodowe stroje i zawsze była okazja, by je założyć.

My, Loretańczycy
11 lipca był dla nich dniem wspomnień. Najpierw w Jazz Cafe, gdzie zostały przywołane kominki, podczas których chłopcy parodiowali towarzyszących młodzieży księży; potem w Sali Teatralnej, gdzie na pamiątkę owych tańców przy płytach, odbyła się zabawa. – Pomysł zorganizowania zjazdu Loretańczyków od dawna chodził mi po głowie, ale nie wiedziałam, jak się za to zabrać – mówi Marysia Stenzel. Pomogła jej Kasia Rafaląt,oczywiście kursantka, tyle że z innych lat. – Dostaliśmy ogromne wsparcie POSK-u. Najpierw od byłej pani prezes Ewy Brzeskiej, a teraz od pana prezesa Olgierda Lalko. Gdyby nie ich życzliwość,dużo więcej wysiłku musiałybyśmy włożyć choćby w znalezienie sali. Podobnie zareagował ksiądz Bronisław Gostomski z kościoła pod wezwaniem Św. Andrzeja Boboli, który powiedział: możecie organizować w naszym kościele, co tylko chcecie, byle pobożnie – śmieje się Marysia. – Oni pamiętają, jak ważne były te kursy dla kilku pokoleń urodzonych tutaj ludzi – dodaje.
Po wielu latach, Loretańczycy znowu się spotkali.

Elżbieta Sobolewska

 

The POSK Collection

old_docThe POSK Collection is an extensive permanent display of historical exhibits that we have accumulated over the years that POSK has been in existence...

Volunteer work

volunteerAre you passionate and positive about what you do? Is your head full of fresh ideas? Great! We need you now! Read more about volunteer work opportunities in POSK.

Hall hire

ClipboardPOSK function room pricelist for 2009/2010. We have venues for hire for any occasion! Details of halls, hire charges and booking information. Read more...