| W poszukiwaniu Bunscha |
|
There are no translations available.
Adam mieszkał z dziadkiem 13 lat. Pamięta z dzieciństwa, jak we dwóch chodzili do malutkiego kościoła przy ul. Smoleńsk w Krakowie, gdzie mieszkali. W tym kościele, pw. Bożego Miłosierdzia, znajduje się witraż dziadka, Św. Wojciech, jeden z trzech w Krakowie. Pozostałe dwa są na Skałce. Wiele innych – w wielu polskich kościołach. Tymczasem w zbiorach Królewskiej Kolekcji (The Royal Collection) znajduje się album fotograficzny z trzema rysunkami Bunscha. Aksamitna oprawa, filcowe odznaki, błyszczące cyfry, metalowe okucia, orzełek w fenomenalnej kondycji. Leżał na półce w Clarence House, u królowej matki. Nikt nie wiedział, skąd się wziął. Zapytano w Imperial War Museum, które korespondencję przesłało do Instytutu Sikorskiego. Pałac przysłał na wystawę fotografie tych rysunków i do Royal Collection zaprosił kilka osób. Do Windsoru pojechali: Adam Bunsch, Michał Olizar z Instytutu Sikorskiego, ksiądz rektor Stefan Wylężek i Monika Skowrońska z POSK-u. Przyjęła ich m.in. Eve Zielinska Millar senior fotograf Królewskiej Kolekcji. Wszystkie swoje emigracyjne dzieła Bunsch sygnował pseudonimem Andrzej Wart. – Jego brat i żona z dziećmi byli przecież w Polsce, bał się, że jego prace zostaną zidentyfikowane, a to mogłoby im zaszkodzić – mówi Adam, depozytariusz archiwum po dziadku. Przejął je po swoim ojcu, Adasiu, najmłodszym z całej czwórki dzieci artysty. Bunscha z numerem trzy gościliśmy właśnie w Londynie. Tradycję imienną dziedziczą synowie. Nie sprzedają obrazów dziadka, mają one wartość sentymentalną. Na wojnie stał się swego rodzaju jej dokumentalistą. Projektował witraże upamiętniające żołnierzy, robił pieczołowicie szczegółowe szkice i rysunki. Malował pejzaże z Galashiels, gdzie organizowała się I Dywizja Pancerna i z Forfar, gdzie stacjonował. Urodzony jeszcze w Krakowie końca XIX wieku, ukończył Akademię u Mehoffera i filozofię na Jagiellońskim. Kiedy wciągnęła go I wojna, służył w I Pułku Artylerii Polowej Legionów, potem skończył studia i osiadł w Bielsku-Białej. Traumie doświadczeń walki na Kresach dał wyraz w przejmującej symbolice swego malarstwa. – Był niebywale spokojny i łagodny, daleki od widzenia sensu życia w walce i wojnie, wiedział że to nieuniknione, ale widział wojnę taką, jaka ona jest. Stąd jego obrazy, gdzie w jedną stronę idą żołnierze, a w drugą pogrzeb – mówi Adam. Tajemnica Zaczęło się od obrazu z Kolekcji POSK-u. Rozpoznaje go jeden z Kadetów. Widział go w dzieciństwie, w gazetce lub książce przysłanej do Afryki z Palestyny czy Londynu… Monika Skowrońska, Wojciech Tobiasiewicz (PMK) i Krzysztof Barbarski postanawiają zrobić wystawę, choć o Bunschu, na początku, wiedzieli niewiele. Diariusz Przed wojną bywał częstym gościem w teatralnym Krakowie, projektował kostiumy i dekoracje, ale przede wszystkim pisał. Jego sztuki wystawiały warszawska Reduta, krakowski Teatr Słowackiego, scena Wyspiańskiego w Katowicach. Współpracował z Jaraczem i Osterwą. Do wybuchu II wojny światowej uczestniczył w 50 zbiorowych i miał 33 własne wystawy. Był ulubieńcem Zachęty. Podczas wojny powstały kolejne dramaty oraz pamiętniki: „Listy do żony – nie wysłane” i „Rok 1942 – diariusz”. Adam zaprezentował podczas otwarcia wystawy maciupeńki kalendarzyk wielkości czterech centymetrów na sześć, w którym jego dziadek zapisywał swoje wojenne życie, zmieniał się tylko kolor długopisu. Diariusz spokojnych, konkretnych zapisków. Z jednej strony przemawia przez nie nostalgia, z drugiej, bezsilność. Nie walczył, po co więc był? Ratowała go sztuka. Wnuk Adam odnalazł skrupulatnie przygotowany przez swojego ojca na podstawie zapisków dziadka, wykaz tego, co stworzył w Anglii i Szkocji i tu pozostawił. Z wykazu wynika, że portretował ks. Staniszewskiego dwa razy: w roku 1942 i 1944 i że pozostawił na Wyspach 44 obrazy, 17 witraży i 9 innych prac. Fragment tej twórczości trafił do Instytutu Sikorskiego, część kupiło Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Ciekawe, jakie są losy obrazów, może rysunków, których jeszcze nie odnaleziono. Po powrocie do kraju, Bunsch nie namalował wojny już nigdy. Elżbieta Sobolewska
|


Witkacy nadał mu przydomek „Święciszek”. Ze względu na charakter i znajomą postać św. Franciszka. Adam Bunsch wrócił do kraju w grudniu 1945 roku. Czekała na niego żona i czwórka dzieci, czekali inni. Nie walczył na pierwszej linii frontu. Był malarzem i dramaturgiem. Portrecistą pilotów Bitwy o Anglię, spadochroniarzy i czołgistów, nawet psa Ciapka, towarzysza dywizjonów 304 i 305. W czasie wojny wędrowała po Wyspach wystawa pięciu żołnierzy, którą zobaczyło 100 tys. osób. Brał w niej udział. A dzisiaj jakbyśmy nagle go odkryli, chociaż w witrażach na Devonii był tu prawie od zawsze.